Jesteś tutaj

Kiedy świat oszalał. Wyścigi kelnerów z tacami w rękach, mężczyźni przebrani za kobiety oraz szampan z opium w szalonym pędzie lat 20. XX wieku.

10-10-2018

Tygrys na smyczy. Ekstrawagancja? Kto w latach 20. XX wieku nie był taki, nieco surrealistyczny, nie liczył się wśród śmietanki towarzyskiej z wyższych sfer. To, co nas dziś zadziwia, w latach 20. XX wieku było szczytem dobrego smaku, wyrafinowania oraz nowoczesności.

W dwudziestoleciu międzywojennym świat nabrał nowego impetu po I wojnie światowej. Społeczeństwa niemieckie oraz francuskie pragnęły rozpędzić życie niczym wielobarwną karuzelę rozmaitości. Przez doczesną wędrówkę można było przemknąć na złotym jednorożcu własnych wyobrażeń, gdyż wszystko wydawało się możliwe, szczególnie przy takiej popularności środków odurzających.

To właśnie w tym czasie metropolie takie jak Berlin i Paryż zaczęły funkcjonować całodobowo. Oferować życie 24/7, gdyż zabawa nigdy nie miała końca. Świat wydawał się stawać na uszach i na tych właśnie uszach tańczyć sambę do egzotycznej muzyki. Dokładnie wtedy człowiek zaczął łamać wszystkie zasady, pokonywać granice własnych możliwości. Nasi bohaterowie robili to na różne sposoby. Alfredo Binda czterokrotnie został zwycięzcą Giro d'Italia w latach 1927–1929. W latach 20. XX wieku kolarstwo zawodowe było sportem szaleńców, gdyż sprzęt niczym nie przypominał tego, na którym ścigają się współcześni kolarze. Drogi natomiast przyprawiały o zawał przy każdej większej górce. W deszczu. W tłumie rozpędzonych ludzi. Istne szaleństwo w wydaniu włoskim. Gdy już o wyścigach mowa... to właśnie w latach 20. XX wieku odbył się wielki wyścig Louisa Renault i André Citroëna przez... Saharę! Tak, tak mam na myśli początki wielkiego wyścigu Paryż-Dakar. Trudno sobie wyobrazić, jakim cudem samochód niebędący czołgiem, wyposażony w mało zaawansowaną technologię, z perspektywy współczesnych czasów, przejechał przez Saharę. A jeszcze trudniej jest nam sobie wyobrazić, że nie chodziło tu o samo przejechanie pustyni, lecz o ściganie się w tak ekstremalnych warunkach! Z perspektywy świata postawionego na głowie mogliśmy również przyglądać się wyścigom gazeciarzy. Niezbyt szalone, ale to nie wszystko. Wyobraźmy sobie letni słoneczny dzień. Jesteśmy w drodze do pracy, trochę się spieszymy, lecz nie tak bardzo, by nie zauważyć pędzącej hordy fotografów w garniturach wraz z całym ekwipunkiem. Myślimy, że coś się musiało wydarzyć... ale, ale... to nie są czasy fotoreporterów goniących za sensacją, w dodatku w garniturach! Fotografowie pracowali wtedy głównie w swoich pracowniach. Zazwyczaj chodziło się do fotografa, gdyż jego wizyta u klienta wiązała się z większymi kosztami. Gdzież oni biegną? Dokąd gnają? Jak to dokąd?! Ścigają się! Dlaczego? Bo mają na to ochotę! Surrealizm w czystej postaci.

A czymże jest ten surrealizm? Salvador Dalí powiedziałby: „Surrealizm to ja!". To sztuka łamiąca przyzwyczajenia, konwencje, wychodząca poza ramy tego, co można, niszcząca to, co należy. I kpi, kpi bezpośrednio w oczy tym, którzy twierdzą, że trzeba. W tym świecie jawa miesza się ze snem, formy przybierają niedorzeczne kształty mącące odbiorcy nie tylko przed oczyma, ale również w głowie. Piękny portret lat 20. XX wieku, który ta epoka namalowała sobie sama.

U schyłku lat 20. XX wieku surrealistom już nie chciało się śmiać. Właśnie w ten sposób mówili o sobie dadaiści. Manekin pruskiego żołnierza, weterana I wojny światowej, zwieńczono w Niemczech łbem świni i powieszono na suficie podczas Pierwszych Międzynarodowych Targów Dada. Z tej oto iście niebiańskiej perspektywy podziwiał, jak „DADA ZWYCIĘŻA”, łamie niemiecką strefę sacrum. Uderza w pokorzoną butę wojskowych, która i tak już była wysmagana postanowieniami traktatu czy – jak sami zainteresowani to określali – dyktatu wersalskiego.

Równie surrealistycznym odbiciem kliszy aparatu jest zdjęcie pierwszych protez do twarzy wykonywanych już w czasie I wojny światowej. Świat nigdy wcześniej nie widział takiego ogromu deformacji ciał jak po zakończeniu tego konfliktu zbrojnego. Oprócz bólu fizycznego pojawiło się cierpienie psychiczne weteranów – wynikające między innymi z rozległych deformacji twarzy. Już w 1916 roku pojawiły się pierwsze protezy wypełniające brakujące części ciał, na przykład oka, policzka, nosa czy ucha. W latach 20. XX wieku stały się one widoczne na ulicach wśród przechodniów, stając się elementem codzienności ówczesnego społeczeństwa.

 

Stare zdjęcie rodzinne, fot. marlenka/Istockphoto; miechowy aparat fotograficzny, fot. vladyk/Istockphoto.

 

Ostatnią fotografią, którą warto zobrazować te czasy, jest scenka rodzajowa. Rodzajowo urodzajna. Typowo nietypowa. Sztucznie prawdziwa. Niespokojny wieczór, nieważne czy mamy weekend czy tydzień pracy. Żyjąc w takim pędzie, nie warto brać tego pod uwagę. W szybkim tempie tło zazwyczaj się rozmywa, dlatego nie można przejmować się niuansami. Czas wyjść do klubu nocnego, czas na rozrywkę. Wchodzimy do środka. Mijamy w drzwiach wejściowych mężczyznę przebranego za kobietę. W pełnym rynsztunku makijażowo-ubraniowym:  „Pardon, Mademoiselle!”. Męski baryton odpowiada: „Rien ne s'est passé” – nic się nie stało. Owszem, w tych czasach to nic nadzwyczajnego, a tygrys przecież jest na smyczy. Tymczasem półnaga kobieta wjeżdża na słoniu. Głośna muzyka. Ktoś wręcza nam welcome drinka, szampan z opium. Ale to nie koniec... wychodzi ona, gwiazda estrady. Czarnoskóra muza ubrana jedynie w biżuterię i... banany? Tak, na biodrach ma przepaskę wykonaną z bananów. Zaczyna tańczyć. Ale jaki to taniec! Połączenie stepowania, podskoków i energicznego wymachiwania wszystkimi kończynami w przypadkowych kierunkach. Na koniec robi zeza, uśmiechając się niczym dziecko, gdy psikus jest nadzwyczaj udany, ha! Josephine Baker, muza André Citroëna.

Jeśli chcesz poczuć ten klimat na własnej skórze i zobaczyć, jak zadziwiający był świat lat 20. XX wieku i minionych epok, serdecznie polecam „1001 fotografii, które musisz zobaczyć”. Bo historia nie zawsze wyglądała tak samo, jak mogłoby się wydawać. A czasem naprawdę trudno przy niej zasnąć, gdy zabiera czytelnika w tak niesamowitą podróż do świata, który już nie istnieje. Opowiada o ludziach, którzy czasem przebiegali życie pełną piersią. Niech ich pęd popchnie Cię w podróż, gdyż ten artykuł to jedynie spojrzenie przez dziurkę od klucza na tamten świat pełen zaskakujących chwil, świat, w którym zrobiono pierwsze zdjęcie za pomocą selfie sticka!

 

 

„1001 fotografii, które musisz zobaczyć”, fot. Joanna Wawrzyniak.

 

„1001 fotografii…” to nie tylko lata 20. XX wieku, jest to podróż przez historię za pomocą aparatu fotograficznego, który złapał najlepsze ujęcia prawie 200 lat historii. Niejednokrotnie ta opowieść Was zaskoczy, rozbawi do łez, zmusi również do refleksji.

 

Joanna Wawrzyniak

 

 

 

Bibliografia:

Paul Lowe, 1001 fotografii, które musisz zobaczyć, Poznań 2017;

Iwona Luba, Berlin. Szalone lata dwudzieste, nocne życie i sztuka, Kraków 2013;

Martin Kitchen, Historia Europy 1919–1939, Wrocław 2009;

Colin O'Brien, Giro d'Italia. Historia najpiękniejszego wyścigu świata, Kraków 2018;

 

Paryż. Szalone lata dwudzieste, reż. Fabien Béziat, Francja 2013;

Renault i Citroën. Wyścig stulecia, reż. Fabien Béziat, Francja 2011;

Kobiety na wojnie, reż. Fabien Béziat, Francja 2015.

 

 

 

Zapisz się do newslettera
  • Będziesz na bieżąco z naszymi promocjami i specjalnymi ofertami.
  • Nie ominą Cię informacje o nowościach i bestsellerach.

Szanowny Czytelniku, administratorem Twoich danych osobowych jest Publicat Spółka Akcyjna z siedzibą w Poznaniu (61-003), przy ul. Chlebowej 24. Po zapisaniu się do newslettera, Twoje dane osobowe będziemy przetwarzać w celu informowania Cię o nowościach książkowych i przygotowanych przez nas ofertach specjalnych. Dane osobowe będziemy przetwarzać na podstawie wyrażonej zgody. Podanie przez Ciebie danych osobowych w celach marketingowych jest dobrowolne ale niezbędne do realizacji usługi newslettera. Swoją zgodę możesz wycofać w każdym momencie. Przysługuje Ci także prawo dostępu do danych oraz ich zmiany. Rozwiń / zwiń